piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział II "Początek Końca"

   To, co teraz opowiem, wydarzyło się w piątek. Od tamtej pory szczerze, z całego serca nienawidziłam tego dnia. Piątek dla wielu osób jest ulubionym dniem tygodnia, oprócz soboty i niedzieli. Ale nie dla mnie. Czasami staje mi przed oczyma to wspomnienie. Ale wszystko od początku.
* * *
   Byłam na jakimś pustkowiu. Wokół mnie panowała ciemność. Wiedziałam, że muszę uciekać, ale nie wiedziałam przed kim lub przed czym. Wołałam, krzyczałam, ale nikogo nie było w pobliżu, więc nikt nie mógł mnie usłyszeć. Przebiegłam jeszcze spory kawałek, gdy wtem usłyszałam ciepły, pogodny głos:
- Paulina, pora wstawać.
   Otworzyłam oczy i natychmiast usiadłam na łóżku. Na szczęście, był to tylko sen, a słowa te wypowiedziała mama, która stała w progu mojego pokoju.
   -Paulina, pora wstać, bo spóźnisz się do szkoły - ostrzegła mnie mama.
   Po dziesięciu minutach, gotowa, zeszłam na dół, do kuchni, gdzie na stole już czekało na mnie śniadanie. Wychodząc z domu, cmoknęłam mamę w policzek i powiedziałam jej "Cześć!".

* * *
   Do domu wróciłam około godziny piętnastej Gdy tylko weszłam do pzedpokoju, poczułam się jakoś nieswojo. W domu było zupełnie cicho. Nie słyszałam buczenia pralki, głosów spikerów radiowych, czy postaci z seriali, które oglądała mama. A przede wszystkim nie było słychać mamy.
   Jak  zwykle w takich sytuacjach, przez moją głowę przewinęły się setki myśli, niczym z serialu kryminalnego. Szybko odpędziłam od siebie te myśli. Mama pewnie poszła do którejś ze swoich koleżanek, albo wybrała się na zakupy. Taaak, napewno.
   Ale zaraz... Zwykle w takich sytuacjach mama zostawia kartki na lodówce. Szybko popędziłam do kuchni. Od razu zauważyłam na drzwiach lodówki różową kartkę z następującą treścią:

"Wychodzę do cioci Krysi.
Wrócę o 15:00.
        Całuję, mama."

   Wszystko wydawało się w porządku. Jednak ta karteczka wcale mnie nie uspokoiła. Wręcz przeciwnie. Czułam się jeszcze gorzej, bo przecież było już dwadzieścia po trzeciej.
   Wzięłam komórkę i spróbowałam zadzwonić do mamy. Trzy sygnały. Cisza. Ponowiłam próbę kilka razy. Dalej nic.
   Szybko podbiegłam do telefonu znajdującego się w korytarzu i wybrałam numer cioci Krystyny, siostry mojej mamy.
   -Halo? Kto mówi? - usłyszałam męski głos w słuchawce.
-Wujku, to ja, Paulina. Jest może ciocia w domu?
-Jest. Dać jej słuchawkę?
-Tak, prosiłabym.
   I cisza. Przeczekałam dwie minuty, a potem usłyszałam głos cioci Krysi w słuchawce:
-Tak, Paulikno? O co chodzi?
-Jest może u cioci mama? - zapytałam.
-Alicja? Nie, nie ma jej - usłyszałam to, czego się obawiałam.
-J-jak to: nie ma? - wydukałam z szybko bijącym sercem.
-Po prostu jej nie ma. Dlaczego o to pytasz?
-Przed chwilą wróciłam ze szkoły i znalazłam kartkę od mamy. Napisała na niej, że idzie do ciebie i wróci o trzeciej.
-Uch... No, nie wiem... - pochwili ciszy usłyszałam ciocię. - Może wyszła przed chwilą, a są korki, czy coś i po prostu jeszcze nie doszła?
-Oby... Pa, ciociu!
-Pa.
   Rozłączyłam się. Postanowiłam przestać się tak bać i pójść odrobić lekcje. Ledwo doszłam do mojego pokoju, usłyszałam dzwonek telefonu. Czym prędziej rzuciłam się do półki z urządzeniem.
-Halo? K-kto mówi? - powiedziałam z nadzieją.
-Dzień dobry. Tutaj firma Orange. Nie chcieliby państwo skorzystać z naszej nowej oferty?
-Rodziców nie ma w domu! - warknęłam ze złością i i odłożyłam słuchawkę.
   "Na pewno nic się nie stało... Na pewno..." powtarzałam w myślach.
   Poszłam z powrotem do pokoju. Usiadłam na łóżku i wzięłam do ręki książkę. Starałam się przestać myśleć o mamie.

* * *
   Minuty ciągnęły się nieubłaganie. Była już piętnasta trzydzieści pięć. Z powrotem podeszłam do telefonu i wystukałam numer.
   -Halo? Tu Paulina - powiedziałam do słuchawki.
-Witaj, Paulinko. Znowu dzwonisz? - zdziwiła się ciocia.
-Czy mama do was nie przyszła? - spytałam z nadzieją.
Nie, nie przyszła. A nie ma jej u was?
-Nie ma. Jestem sama w domu.
-Jak to: nie ma?! I jeszcze jesteś sama w domu?! Już do ciebie idę, dziecko!
-Ciociu, nie... - ale nie dokończyłam, bo ciocia się rozłączyła.
   No tak. Zapomniałam, że ciocia potrafi być 'trochę' nadopiekuńcza.

* * *
   Dziesięć minut później usłyszałam szybkie, energiczne pukanie do drzwi. Poszłam je otworzyć i w progu ujrzałam ciocię Krystynę.
-Cześć, Ciociu - powiedziałam.
-Cześć, Paulinko. Alicja jeszcze nie wróciła?
-, Nie, nie wróciła. Napijesz się herbaty? - zaproponowałam.
-Tak, z chęcią - powiedziała ciocia.
   Weszłam do kuchni. Było to jedno z moich ulubionych miejsc w domu. Było tu przytulnie. Gdy byłąm jeszcze mała, tata pomalował ściany na żółto, tak, że kuchnia wyglądała tak, jakby wiecznie świeciło tu słońce. W jednym rogu pomieszczenia stał drewniany stół, na którym w tym momencie leżała cerata w kratkę, którą mama niedawno kupiła. W przeciwległym kącie stała lodówka, obok niej kilka szafek, w tym jedna ze zlewem i suszarką na naczynia i kuchenka. Przez okno wpadały do kuchni ciepłe, majowe promienie słońca, dzięki którym zielone zasłonki błyszczały. Lubiłam to miejsce.
   Postawiłam czajnik na kuchence, a ciocia zdążyła wejść do kuchni. Było słychać tylko nasze oddechy. Włączyłąm radio.

* * *
   Dziesięć minut później siedziałyśmy z ciocią przy stole i piłyśmy herbatę. Naglę ciszę przerwało dzwonienie telefony. Podbiegłam do aparatu.
   Halo? - powiedziałam do słuchawki.
-To ty, Paulina? - usłyszałam głos taty.
-Tak, to ja. O co chodzi?
-Bo widzisz... No... Nie wiem, jak to powiedzieć...
-To ja może dam ciocię Krysię do telefonu - zaproponowałam.
-Co robi Krystyna u nas w domu? - szczerze zdziwił się tata.
-Mama miałą do niej pójść i wrócić o trzeciej. Ale ani nie była u coici, ani nie wróciła, a ciocia przyszła, bo powiedziała, że nie mogę sama być w domu - wyjaśniłam tacie.
-Aha. Ja właśnie dzwonię w sprawie mamy - powiedział tata. - Miałą wypadek - serce zaczęło mi bić mocniej. - Jest w ciężkim stanie. Leży w szpitalu.
   Ale tego ostatniego zdania już nie usłyszałam.. Po słowach 'w ciężkim stanie'', słuchawka wypadła mi z ręki i wisiała teraz na kablu. Nie docierały do mnie żadne dźwięki. Mama... wypadek... w ciężkim stanie... Na szczęście w porę się otrząsnęłam z odrętwienia i szybko chwyciłam za wiszącą słuchawkę, w której usłyszałam głos taty:
-Paulina, jesteś tam?
-Tak, przepraszam.
-Mama leży w szpitalu. Dobrze by było, gdybyście przyjechały z ciocią. Muszę kończyć. Pa!
-Pa.
   Odrętwiała wkroczyłam do kuchni. W głowie kłębiło mi się tysiąc myśli na raz,
   -Ciociu... - zaczęłam.
-Hę?
-Mama... wypadek... szpital... szybko... - mówiłam urywanymi słowami.
-Czekaj... Alicja miała wypadek i leży w szpitalu, a my mamy tam jechać, tak? - odgadła ciocia.
-Tak! - potwierdziłam.
- No, to ubieraj buty i jedziemy!

                                                                ~♥~
I o to koniec drugiego rozdziału. Przepraszam, że tak długo. Domyślam się, że pewnie wiecie już, co się stanie :) 
Jak się Wam podoba nowy szablon?
Z podziękowaniami dla Lucy z Bajki i Outflow, za motywację do dalszego pisania.
               CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Jeśli dasz link do swojego bloga, mogę się odwdzięczyć :3

4 komentarze:

  1. Bardzo ciekawe. Nie mam żadnych zastrzeżeń ;3
    Niecierpliwie czekam na następną część :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo podoba mi się początek, od razu mnie zaintrygował. Przypadło mi też do gustu to, że kolejne wydarzenia piszesz jakby urywkami, bo szczerze mówiąc sama mam tendencję do pisania w ten sposób. :3 Znalazło się trochę drobnych błędów i literówek, toteż wymienię Ci je, żebyś mogła je bez problemu poprawić, miast męczyć się nad ich wyszukiwaniem.
    "-Paulina, pora wstać, bo spóźnisz się do szkoły [...]" - brak spacji po myślniku, zresztą ten sam błąd jest też w innych dialogach.
    "Do domu wróciłam około godziny piętnastej Gdy tylko [...]" - brak kropki na końcu zdania.
    "...przez moją głowę przewinęły się setki myśli, niczym z serialu kryminalnego" - niepotrzebny przecinek.
    "przewinęły się setki myśli, niczym z serialu kryminalnego. Szybko odpędziłam od siebie te myśli" - powtórzenie słowa "myśli".
    "-Tak, Paulikno? O co chodzi?" - literówka.
    "-Uch... No, nie wiem... - pochwili ciszy usłyszałam ciocię" - brak spacji.
    "Nie, nie przyszła. A nie ma jej u was?" - brak myślnika na początku dialogu.
    "-, Nie, nie wróciła. Napijesz się herbaty? - zaproponowałam" - wkradł ci się przecinek po myślniku. ;3
    "Gdy byłąm jeszcze mała" - napisałaś "ą" zamiast "a".
    "Włączyłąm radio" - to samo, co wyżej.
    "Naglę ciszę przerwało dzwonienie telefony" - ponownie to, co wyżej + powinno być "telefonu".
    "Halo? - powiedziałam do słuchawki" - brak myślnika na początku dialogu.
    "- Mama miałą do niej pójść i wrócić o trzeciej" - "ą" zamiast "a".
    "- Miałą wypadek - serce zaczęło mi bić mocniej" - to, co wyżej.

    Hahhah, mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że wypomniałam Ci te błędy, bo w żadnym razie nie miałam nic złego na myśli ani nie zamierzałam Cię demotywować! Także, jeżeli Ci to przeszkadza - napisz mi o tym, a ja się powstrzymam, o. :3 Swoją drogą wybrałaś bardzo ciekawy temat na opowiadanie i zastanawiam się, czy pójdziesz w kierunku jakiegoś romansu, czy zagłębisz się bardziej w psychikę postaci. A może to i to...? Anyway, jeśli chodzi o motywację, to nie ma za co i do usług! <3

    hidden-crimes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ło matulu *o*
      Jak tylko to zobaczyłam, to aż wpadłam w euforię, bo lubię takie długie komentarze :3

      Taak. Ja już tak mam, że gdy tylko coś napiszę, nie ważne, czy jest to opowiadanie, czy zwykły sprawdzian, nie sprawdzam tego.

      Do tego, jak słusznie zauważyła moja przyjaciółka: robię za dużo przecinków.

      Następnym razem postaram się sprawdzić najpierw tekst, a dopiero potem opublikuję :3

      Prawdę mówiąc, jest to historia, która ma z góry ustalony finał i nie da ciągnąć się jej w nieskończoność, więc wątku miłosnego raczej nie będzie. Jeśli chcesz poczytać coś z wątkiem miłosnym, to zapraszam na mojego nowego bloga, którego niedługo zacznę uzupełniać: http://czworka-na-tropie.blogspot.com/

      Dziękuję bardzo za komentarz :3

      Usuń
    2. Huhu, no widzisz, a ja lubię pisać długie komentarze, także się zgrałyśmy. :3
      Hahha, nie no, rozumiem. XD Ja za to mam takie przyzwyczajenie, że wszystko zawsze sprawdzam po tysiąc razy, a czasami nawet edytuję po opublikowaniu. To dość uciążliwe, ale no cóż, idzie się przyzwyczaić. A że jestem właśnie wręcz niewyobrażalną perfekcjonistką, to aż trudno mi się powstrzymać przed niewypisaniem błędów.
      Och, tym lepiej, bo nie widziałabym tu wątku miłosnego. :3 Byłam ciekawa, bo po prostu większość osób zawsze go jakoś wplecie, ale wyjątkowo mnie tym ucieszyłaś, że postanowiłaś go sobie odpuścić, ot. Nowego bloga będę śledzić, a jak już dodasz opcję obserwowania, to of kors zaobserwuję. :3
      Nie ma za co!

      Usuń