To, co teraz opowiem, wydarzyło się w piątek. Od tamtej pory
szczerze, z całego serca nienawidziłam tego dnia. Piątek dla wielu
osób jest ulubionym dniem tygodnia, oprócz soboty i niedzieli. Ale nie
dla mnie. Czasami staje mi przed oczyma to wspomnienie. Ale wszystko od
początku.
* * *
Byłam na jakimś pustkowiu. Wokół mnie panowała ciemność. Wiedziałam,
że muszę uciekać, ale nie wiedziałam przed kim lub przed czym. Wołałam,
krzyczałam, ale nikogo nie było w pobliżu, więc nikt nie mógł mnie
usłyszeć. Przebiegłam jeszcze spory kawałek, gdy wtem usłyszałam ciepły,
pogodny głos:
- Paulina, pora wstawać.
Otworzyłam oczy i natychmiast usiadłam na łóżku. Na szczęście, był to
tylko sen, a słowa te wypowiedziała mama, która stała w progu mojego
pokoju.
-Paulina, pora wstać, bo spóźnisz się do szkoły - ostrzegła mnie mama.
Po dziesięciu minutach, gotowa, zeszłam na dół, do kuchni, gdzie na
stole już czekało na mnie śniadanie. Wychodząc z domu, cmoknęłam mamę w
policzek i powiedziałam jej "Cześć!".
* * *
Do domu wróciłam około godziny piętnastej Gdy tylko weszłam do
pzedpokoju, poczułam się jakoś nieswojo. W domu było zupełnie cicho. Nie
słyszałam buczenia pralki, głosów spikerów radiowych, czy postaci z
seriali, które oglądała mama. A przede wszystkim nie było słychać mamy.
Jak zwykle w takich sytuacjach, przez moją głowę przewinęły się
setki myśli, niczym z serialu kryminalnego. Szybko odpędziłam od siebie
te myśli. Mama pewnie poszła do którejś ze swoich koleżanek, albo
wybrała się na zakupy. Taaak, napewno.
Ale zaraz... Zwykle w takich sytuacjach mama zostawia kartki na
lodówce. Szybko popędziłam do kuchni. Od razu zauważyłam na drzwiach
lodówki różową kartkę z następującą treścią:
"Wychodzę do cioci Krysi.
Wrócę o 15:00.
Całuję, mama."
Wszystko wydawało się w porządku. Jednak ta karteczka wcale mnie nie
uspokoiła. Wręcz przeciwnie. Czułam się jeszcze gorzej, bo przecież było
już dwadzieścia po trzeciej.
Wzięłam komórkę i spróbowałam zadzwonić do mamy. Trzy sygnały. Cisza. Ponowiłam próbę kilka razy. Dalej nic.
Szybko podbiegłam do telefonu znajdującego się w korytarzu i wybrałam numer cioci Krystyny, siostry mojej mamy.
-Halo? Kto mówi? - usłyszałam męski głos w słuchawce.
-Wujku, to ja, Paulina. Jest może ciocia w domu?
-Jest. Dać jej słuchawkę?
-Tak, prosiłabym.
I cisza. Przeczekałam dwie minuty, a potem usłyszałam głos cioci Krysi w słuchawce:
-Tak, Paulikno? O co chodzi?
-Jest może u cioci mama? - zapytałam.
-Alicja? Nie, nie ma jej - usłyszałam to, czego się obawiałam.
-J-jak to: nie ma? - wydukałam z szybko bijącym sercem.
-Po prostu jej nie ma. Dlaczego o to pytasz?
-Przed chwilą wróciłam ze szkoły i znalazłam kartkę od mamy. Napisała na niej, że idzie do ciebie i wróci o trzeciej.
-Uch... No, nie wiem... - pochwili ciszy usłyszałam ciocię. - Może
wyszła przed chwilą, a są korki, czy coś i po prostu jeszcze nie doszła?
-Oby... Pa, ciociu!
-Pa.
Rozłączyłam się. Postanowiłam przestać się tak bać i pójść odrobić
lekcje. Ledwo doszłam do mojego pokoju, usłyszałam dzwonek telefonu.
Czym prędziej rzuciłam się do półki z urządzeniem.
-Halo? K-kto mówi? - powiedziałam z nadzieją.
-Dzień dobry. Tutaj firma Orange. Nie chcieliby państwo skorzystać z naszej nowej oferty?
-Rodziców nie ma w domu! - warknęłam ze złością i i odłożyłam słuchawkę.
"Na pewno nic się nie stało... Na pewno..." powtarzałam w myślach.
Poszłam z powrotem do pokoju. Usiadłam na łóżku i wzięłam do ręki książkę. Starałam się przestać myśleć o mamie.
* * *
Minuty ciągnęły się nieubłaganie. Była już piętnasta trzydzieści pięć. Z powrotem podeszłam do telefonu i wystukałam numer.
-Halo? Tu Paulina - powiedziałam do słuchawki.
-Witaj, Paulinko. Znowu dzwonisz? - zdziwiła się ciocia.
-Czy mama do was nie przyszła? - spytałam z nadzieją.
Nie, nie przyszła. A nie ma jej u was?
-Nie ma. Jestem sama w domu.
-Jak to: nie ma?! I jeszcze jesteś sama w domu?! Już do ciebie idę, dziecko!
-Ciociu, nie... - ale nie dokończyłam, bo ciocia się rozłączyła.
No tak. Zapomniałam, że ciocia potrafi być 'trochę' nadopiekuńcza.
* * *
Dziesięć minut później usłyszałam szybkie, energiczne pukanie do
drzwi. Poszłam je otworzyć i w progu ujrzałam ciocię Krystynę.
-Cześć, Ciociu - powiedziałam.
-Cześć, Paulinko. Alicja jeszcze nie wróciła?
-, Nie, nie wróciła. Napijesz się herbaty? - zaproponowałam.
-Tak, z chęcią - powiedziała ciocia.
Weszłam do kuchni. Było to jedno z moich ulubionych miejsc w domu.
Było tu przytulnie. Gdy byłąm jeszcze mała, tata pomalował ściany na
żółto, tak, że kuchnia wyglądała tak, jakby wiecznie świeciło tu słońce.
W jednym rogu pomieszczenia stał drewniany stół, na którym w tym
momencie leżała cerata w kratkę, którą mama niedawno kupiła. W
przeciwległym kącie stała lodówka, obok niej kilka szafek, w tym jedna
ze zlewem i suszarką na naczynia i kuchenka. Przez okno wpadały do
kuchni ciepłe, majowe promienie słońca, dzięki którym zielone zasłonki
błyszczały. Lubiłam to miejsce.
Postawiłam czajnik na kuchence, a ciocia zdążyła wejść do kuchni. Było słychać tylko nasze oddechy. Włączyłąm radio.
* * *
Dziesięć minut później siedziałyśmy z ciocią przy stole i piłyśmy
herbatę. Naglę ciszę przerwało dzwonienie telefony. Podbiegłam do
aparatu.
Halo? - powiedziałam do słuchawki.
-To ty, Paulina? - usłyszałam głos taty.
-Tak, to ja. O co chodzi?
-Bo widzisz... No... Nie wiem, jak to powiedzieć...
-To ja może dam ciocię Krysię do telefonu - zaproponowałam.
-Co robi Krystyna u nas w domu? - szczerze zdziwił się tata.
-Mama miałą do niej pójść i wrócić o trzeciej. Ale ani nie była u coici,
ani nie wróciła, a ciocia przyszła, bo powiedziała, że nie mogę sama
być w domu - wyjaśniłam tacie.
-Aha. Ja właśnie dzwonię w sprawie mamy - powiedział tata. - Miałą
wypadek - serce zaczęło mi bić mocniej. - Jest w ciężkim stanie. Leży w
szpitalu.
Ale tego ostatniego zdania już nie usłyszałam.. Po słowach 'w ciężkim
stanie'', słuchawka wypadła mi z ręki i wisiała teraz na kablu. Nie
docierały do mnie żadne dźwięki. Mama... wypadek... w ciężkim stanie...
Na szczęście w porę się otrząsnęłam z odrętwienia i szybko chwyciłam za
wiszącą słuchawkę, w której usłyszałam głos taty:
-Paulina, jesteś tam?
-Tak, przepraszam.
-Mama leży w szpitalu. Dobrze by było, gdybyście przyjechały z ciocią. Muszę kończyć. Pa!
-Pa.
Odrętwiała wkroczyłam do kuchni. W głowie kłębiło mi się tysiąc myśli na raz,
-Ciociu... - zaczęłam.
-Hę?
-Mama... wypadek... szpital... szybko... - mówiłam urywanymi słowami.
-Czekaj... Alicja miała wypadek i leży w szpitalu, a my mamy tam jechać, tak? - odgadła ciocia.
-Tak! - potwierdziłam.
- No, to ubieraj buty i jedziemy!
~♥~
I o to koniec drugiego rozdziału. Przepraszam, że tak długo. Domyślam się, że pewnie wiecie już, co się stanie :)
Jak się Wam podoba nowy szablon?
Z podziękowaniami dla Lucy z Bajki i Outflow, za motywację do dalszego pisania.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Jeśli dasz link do swojego bloga, mogę się odwdzięczyć :3
Bardzo ciekawe. Nie mam żadnych zastrzeżeń ;3
OdpowiedzUsuńNiecierpliwie czekam na następną część :3
Bardzo podoba mi się początek, od razu mnie zaintrygował. Przypadło mi też do gustu to, że kolejne wydarzenia piszesz jakby urywkami, bo szczerze mówiąc sama mam tendencję do pisania w ten sposób. :3 Znalazło się trochę drobnych błędów i literówek, toteż wymienię Ci je, żebyś mogła je bez problemu poprawić, miast męczyć się nad ich wyszukiwaniem.
OdpowiedzUsuń"-Paulina, pora wstać, bo spóźnisz się do szkoły [...]" - brak spacji po myślniku, zresztą ten sam błąd jest też w innych dialogach.
"Do domu wróciłam około godziny piętnastej Gdy tylko [...]" - brak kropki na końcu zdania.
"...przez moją głowę przewinęły się setki myśli, niczym z serialu kryminalnego" - niepotrzebny przecinek.
"przewinęły się setki myśli, niczym z serialu kryminalnego. Szybko odpędziłam od siebie te myśli" - powtórzenie słowa "myśli".
"-Tak, Paulikno? O co chodzi?" - literówka.
"-Uch... No, nie wiem... - pochwili ciszy usłyszałam ciocię" - brak spacji.
"Nie, nie przyszła. A nie ma jej u was?" - brak myślnika na początku dialogu.
"-, Nie, nie wróciła. Napijesz się herbaty? - zaproponowałam" - wkradł ci się przecinek po myślniku. ;3
"Gdy byłąm jeszcze mała" - napisałaś "ą" zamiast "a".
"Włączyłąm radio" - to samo, co wyżej.
"Naglę ciszę przerwało dzwonienie telefony" - ponownie to, co wyżej + powinno być "telefonu".
"Halo? - powiedziałam do słuchawki" - brak myślnika na początku dialogu.
"- Mama miałą do niej pójść i wrócić o trzeciej" - "ą" zamiast "a".
"- Miałą wypadek - serce zaczęło mi bić mocniej" - to, co wyżej.
Hahhah, mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że wypomniałam Ci te błędy, bo w żadnym razie nie miałam nic złego na myśli ani nie zamierzałam Cię demotywować! Także, jeżeli Ci to przeszkadza - napisz mi o tym, a ja się powstrzymam, o. :3 Swoją drogą wybrałaś bardzo ciekawy temat na opowiadanie i zastanawiam się, czy pójdziesz w kierunku jakiegoś romansu, czy zagłębisz się bardziej w psychikę postaci. A może to i to...? Anyway, jeśli chodzi o motywację, to nie ma za co i do usług! <3
hidden-crimes.blogspot.com
Ło matulu *o*
UsuńJak tylko to zobaczyłam, to aż wpadłam w euforię, bo lubię takie długie komentarze :3
Taak. Ja już tak mam, że gdy tylko coś napiszę, nie ważne, czy jest to opowiadanie, czy zwykły sprawdzian, nie sprawdzam tego.
Do tego, jak słusznie zauważyła moja przyjaciółka: robię za dużo przecinków.
Następnym razem postaram się sprawdzić najpierw tekst, a dopiero potem opublikuję :3
Prawdę mówiąc, jest to historia, która ma z góry ustalony finał i nie da ciągnąć się jej w nieskończoność, więc wątku miłosnego raczej nie będzie. Jeśli chcesz poczytać coś z wątkiem miłosnym, to zapraszam na mojego nowego bloga, którego niedługo zacznę uzupełniać: http://czworka-na-tropie.blogspot.com/
Dziękuję bardzo za komentarz :3
Huhu, no widzisz, a ja lubię pisać długie komentarze, także się zgrałyśmy. :3
UsuńHahha, nie no, rozumiem. XD Ja za to mam takie przyzwyczajenie, że wszystko zawsze sprawdzam po tysiąc razy, a czasami nawet edytuję po opublikowaniu. To dość uciążliwe, ale no cóż, idzie się przyzwyczaić. A że jestem właśnie wręcz niewyobrażalną perfekcjonistką, to aż trudno mi się powstrzymać przed niewypisaniem błędów.
Och, tym lepiej, bo nie widziałabym tu wątku miłosnego. :3 Byłam ciekawa, bo po prostu większość osób zawsze go jakoś wplecie, ale wyjątkowo mnie tym ucieszyłaś, że postanowiłaś go sobie odpuścić, ot. Nowego bloga będę śledzić, a jak już dodasz opcję obserwowania, to of kors zaobserwuję. :3
Nie ma za co!